Od Piaf i musicalu

Było już tu krótko o boskiej Grace Jones. To za sprawą genialnej płyty „Nightclubbing”, o której pisałem TUTAJ.

Nie wiem jak to się stało, że jeszcze nie napisałem o innej jej płycie w mojej kolekcji.

Oto singiel „La Vie En Rose” z jej debiutanckiego krążka „Portfolio” z 1977 roku. Tak, tak, to piosenka Edith Piaf z lat 40. Zresztą w tej wersji mam ją na takiej płycie TUTAJ.

Ale wracając do Grace. Na singlu znalazł się także utwór „Tomorrow”. To z kolei standard z musicalu „Annie”. Grace Jones nagrała go w wersji disco.

Wracając do „La Vie En Rose”. Powstał do niej genialny klip, a sama Jones mówiła, że zawsze śpiewając ten numer płacze.

Zdaje się, że właśnie od tej piosenki zaczęła się kariera boskiej Grace.

No i ten drapieżny styl okładki, cała Jones…

Reklamy

Fuck art let’s dance

Czas nadrobić kolejne zaległości w singlach. Bardzo często znajduję je w antykwariatach po 5, 10 zł i to są naprawdę super strzały. Na przykład dwa takie single z początku lat 80.

Najpierw Bronski Beat i  ich „Why?”.

To singiel z 1984 roku, jeden z ich największych hitów, uważany dziś za jeden z hymnów środowiska LGBT. Piosenka znalazła się na płycie „The Age of Consent”. Słowa napisał – i sam je wyśpiewał – Jimmy Somerville. To pokaz jego możliwości wokalnych, szczególnie w finale „Why?”. Z drugiej strony singla znalazł się mniej popularny numer „Cadillac Car”.

Ciekawą postacią jest autor rysunku na okładce, to szkocki artysta Robert McAulay, o którym więcej możecie przeczytać TUTAJ.

Producentem tego singla jest Mike Thorne. I tu dochodzę do drugiego singla, który się z tym pierwszym trochę łączy. Pan Mike współpracował również z Soft Cell. I to m.in. przy tym singlu.

„Bedsitter” to numer napisany i wydany przez Davida Balla i Marca Almonda w 1981 roku. W tamtym czasie zawładnął klubową sceną Londynu. Idealnie wpasował się w popularny wtedy slogan „Fuck art let’s dance”. Chociaż tekst i klip pokazują, że panowie podchodzili do tego z troską.

Z drugiej strony singla znalazł się numer „Facility Girls”.

Autorem okładkowego zdjęcia, kwintesencji cudownej, choć przedziwnej sztuki lat 80, jest artysta Peter Ashworth. TUTAJ więcej jego fajnych prac.

Przebój 1987

Pisałem już kilka razy o jednym z moich ulubionych zespołów, Pet Shop Boys. Przy okazji singli TUTAJ, albo płyt TUTAJ i TUTAJ.

   

Czas na kolejny singiel, przebój roku 1987, „It’s a Sin”.

Na tym krążku numer znalazł się w wersji tradycyjnej oraz ponad siedmiominutowej „Disco Mix”. Ta druga faktycznie jest trochę bardziej taneczna, rozbudowana. Za remiks, obok zespołu, odpowiada Stephen Hague. Amerykanin ma na koncie współpracę również z OMD, New Order czy Erasure.

Ciekawe, że Pet Shop Boys zostali posądzeni o plagiat, jeśli chodzi o „It’s a Sin”. Wygrali.

Neil Tennant powiedział o niej: „It’s about being brought up as a Catholic. When I went to school you were taught that everything was a sin”.

Muszę tu przytoczyć doskonały klip Dereka Jarmana, twórcy teledysków dla Bryana Ferry’ego czy Patti Smith. Neil Tennant, Chris Lowe, inkwizycja…

Zdjęcie okładkowe zrobił im Eric Watson. Nieżyjący już fotograf, który pracował m.in. z OMD i Madness. Dla PSB zrobił też kilka klipów. Pytanie, czy na zdjęciu jest jakiś pokojów jednego z panów?

Wszystkie stworzenia, Andrzej i Zaucha

Miałby dziś urodziny. Andrzej Zaucha, takiego wokalu nie miał u nas nikt. Małe wspomnienie na blogu:

„Zainteresowanie ambitną muzyką beatową, nieco trudniejszą niż słyszana dotychczas, nie zawsze znajduje aprobatę u młodocianych słuchaczy, zwłaszcza przyzwyczajonych do banalnej pop music w nienajlepszym wykonaniu. Stąd największe powodzenie piosenek Dżambli u osłuchanej z jazzem publiczności” – pisała młodzieżowa gazeta muzyczna jeszcze przed wydaniem pierwszej i jak się miało okazać jedynej płyty Dżambli. „Wołanie o słońce nad światem”. Krążek właśnie do czekał się reedycji na winylu, wydanej przez Polskie Nagrania.

dzamble
Kapela powstała w połowie lat 60. i zanim nagrali wspomniany album, przeszli spore roszady kadrowe (Zaucha dołączył w 1969 roku). Grali na najważniejszych polskich festiwalach, głównie jazzowych, do tego poza granicami kraju. W momencie wydania „Wołanie o słońce nad światem” byli u szczytu popularności. A jednak po wydaniu płyty zespół się rozpadł, Zaucha postanowił dołączyć do Anawy.
Ich jedyny album był już wznawiany, m.in. na CD, teraz doczekał się znakomitej reaktywacji także w postaci winylowego krążka z oryginalną okładką Rafała Olbińskiego. Znalazło się tu dziewięć numerów z tekstami Jerzego Ficowskiego (autora wielu przebojów różnych wykonawców), Tadeusza Śliwiaka (związany z Piwnicą pod Baranami) czy Leszka Moczulskiego (jego poezję śpiewali Niemen i Grechuta). Znakomitym tekstom towarzyszy muzyka wykonywana m.in. przez takich gigantów jazzu jak Michał Urbaniak, Tomasz Stańko i Janusz Muniak.

dzamble1

Piorunujące wrażenie robi tu chociażby tytułowy, ponad dziesięciominutowy numer. Solówka Stańki na trąbce, szaleństwo sekcji rytmicznej, popisy wokalne Zauchy i doskonały tekst są kwintesencją stylu Dżambli. Zespołu, który mieszając różne elementy, wytworzył własny, niepodrabialny, niezwykle rytmiczny, jazzujący styl. Dżamble potrafiły też zagrać w niemal rockowym stylu („Szczęście nosi twoje imię”) albo poruszające balladowe piosenki pasujące na festiwalowe sceny („Wymyśliłem ciebie”). Jak pisał krytyk muzyczny Jan Poprawa w opowieści o zespole na okładce płyty: „Muzycy z Krakowa uchodzą za najbardziej interesujących przedstawicieli nurtu inspirowanego jazzem i autentycznym murzyńskim rhythm and bluesem (…) wykorzystali swing i improwizacje dla stworzenia oryginalnej formuły muzyki rytmicznej”. Za tą rytmikę w zespole odpowiadali doskonały pianista Jerzy Horwath, gitarzysta Marian Pawlik oraz nieżyjący już perkusista Jerzy Bezucha.
Płyta jest dobrym prezentem na 60-lecie Polskich Nagrań. I doskonałym świadectwem wokalnych możliwości Andrzeja Zauchy.

Pisałem o nim zresztą więcej wcześniej. Oto przypomnienie:

zaucha

To zadziwiające, ale geniusz wokalizy Andrzej Zaucha wydał swoją debiutancką płytę dopiero na początku lat 80. O tej wyjątkowej postaci piszę na swoim drugim blogu: http://bufetprl.com/2014/07/27/najlepszy-czarny-glos-w-polsce/

Tutaj przyjrzę się stricte płycie „Wszystkie Stworzenia Duże i Małe”.
„Walory głosowe sprawiają, że można go porównać ze znanymi wokalistami europejskimi” – pisze w swojej opowieści o Zausze na płycie Tomasz Grabowski. Ten album jest tego potwierdzeniem. Klimat jazzowy, funkujący, soulowy, popowy – jest tu wszystko, z czego słynął Zaucha.
Towarzyszy mu zespół Grupa Doctora Q, a gościnnie pojawiają się m.in. Wojciech Karolak, Józef Skrzek czy Ewa Bem. Ostatnia śpiewa w tytułowym „Wszystkie Stworzenia Duże i Małe”.
Oprócz zespołu doborowe jest też pozostałe towarzystwo. Teksty napisał Wojciech Jagielski, a projekt okładki opracował Andrzej Pągowski.

zaucha1

Bez wątpienia ta płyta to genialny krążek na wspominkową prywatkę. A ja do Adrzeja Zauchy jeszcze na pewno na blogu powrócę. Wokalista do swojej tragicznej śmierci na początku lat 90. wydał jeszcze dwie solowe płyty.

Trzęsienie na listach

Nie miał szczęścia ten kawałek. Najpierw, czyli w 1971 roku, nagrała go amerykańska wokalistka Carole King. Miał przynieść jej sławę, ale to inny singiel, wolniejsze „Its Too Late” stało się jej większym hitem. W 1988 roku numer „I Feel The Earth Move” nagrała Martika Marrero.

To był trzeci singiel z jej debiutu „Martika”. Nie przebił sukcesu „Toy Soldier”, ale też znalazł się na listach przebojów.

A Martika zanim nagrała solową płytę występowała w takim show.

Dlaczego napisałem, że numer nie miał szczęścia? Bo tuż po jego wypuszczeniu San Francisco nawiedziło tragiczne trzęsienie ziemi. A już sam tytuł nie był specjalnie trafny w tej sytuacji.

Obok dynamicznego „I Feel The Earth Move” znalazł się tu również finałowy numer z albumu „Martika”, „Alibis”. Ejtisowy numer z solo saksofonu. Współautorką jest Martika.

Ciekawa jest tu jeszcze postać fotografa odpowiedzialnego za zdjęcie okładkowe Martiki. To włoski fotograf Alberto Tolot, który fotografował wiele gwiazd, m.in. Madonnę i Kim Basinger. TUTAJ więcej o nim.

Swoją drogą, ten singiel powinien pasować na sylwestrowym parkiecie. Ja kupiłem go za 5 zł w jednym z warszawskich antykwariatów.

Ona i on, sąsiedzi

Ona była po debiucie, on jeszcze przed. Mieli za sobą udział w przebojowym australijskim serialu. Byli parą. Tym wspólnym numerem zdobyli listy przebojów, sprzedał się w ponad milionie sztuk. Oto Jason Donovan i Kylie Minogue oraz ich „Especially for you”.

Był rok 1988. Para występowała wcześniej w serialu „Neighbours”. Tym przebojem Kylie rozpoczęła wielką popową karierę poza Australią.Donovan też wskoczył na inny poziom, choć popularności Kylie nigdy nie osiągnął.

Singiel wypuścił PWL Records.

Z drugiej strony płyty duuuużo mniej znany numer, „All I wanna do is make you mine”. Oj straszny ten numer.

Za to „Especially for you” ponownie mocno rozbłysło w tym roku. Kylie wykonała go podczas koncertu w londyńskim Hyde Parku. Na scenie towarzyszył jej Jason Donovan. Podobno zaprosiła go na występ zaledwie godzinę wcześniej. Pewnie z tego powodu, z braku próby, Jason pojawił się na scenie, ale nie śpiewał. Podobno też na koncert przyjechał rowerem…

A singiel kupiłem za 5 zł w…lumpeksie. Tak, jest kilka takich z winylami…

Jacko – ideał 80s

Pisałem już o albumie „Bad” Michaela Jacksona TUTAJ. To jednak inny krążek jest moim ulubionym. Oto „Thriller” z 1982 roku.

Jackson planując ten album myślał o największym wydarzeniu w historii muzyki. Był już gwiazdą, ale to „Thriller” wyniósł go na szczyt, chyba niezdobyty ani wcześniej, ani później przez nikogo.

Jacko chciał, żeby jak w „Dziadku do orzechów” Czajkowskiego, każdy numer był tu „killerem” (stąd tytuł płyty). Muzykom Toto, którzy brali udział w nagraniu mówił, żeby grając wczuli się w rolę Michała Anioła malującego Kaplicę Sykstyńską. „Billie Jean” było miksowane 91 razy. W numerze „Beat It” solówę zagrał Eddie Van Halen. Klip do tytułowej piosenki kosztował pół miliona dolarów. Jeden kawałek Michael nagrał z Beatlesesm, Paulem McCartneyem. Te fakty, chyba mówią same za siebie. Moim zdaniem, to jedno z największych muzycznych wydarzeń w ogóle.

Ile tu jest doskonałych numerów! Siedem z nich było singlami. Zresztą na okładce mojego egzemplarza widnieje naklejka z tytułami trzech z nich. No i ta rozkładówka, foto, kwintesencja przepychu lat 80. Boski Jacko z w białej marynarce z tygryskiem.

Autorem zdjęcia jest Dick Zimmerman, gość, który zrobił fotki setek gwiazd. TUTAJ część z nich. Podobno ten biały garnitur należał do fotografa.

Genialna płyta i do kupienia za 30 zł. Tyle zapłaciłem za swoją podczas jednej z winylowych garażówek.

Żigolak i Debbie

Pisałem już TUTAJ o Blondie, znaczy Debbie Harry za sprawą tej znakomitej płyty…

Pisałem też o Giorgio Moroderze TUTAJ. Czas ponownie połączyć te dwie wyjątkowe postaci. Oto Blondie w dwóch wersjach.

Najpierw genialny numer otwierający genialny film „Amerykański żigolak” z Richardem Gere. Zresztą aktor jest też na okładce płyty. Kompozycję napisał Giorgio Moroder właśnie. Tutaj na singlu z 1980 roku w dwóch wersjach: klasycznej i instrumentalnej.

A początek filmu, w którym numer został wykorzystany to samo złoto, kwintesencja lat 80. Ciekawe, że Moroder chciał na początku zatrudnić do numeru Steve Nicks z Fleetwood Mac. Chyba dobrze, że tak się nie stało.

I jeszcze jeden singiel z kolejnymi przebojami Blondie. Znalazły się tu wcześniejsze dwa przeboje Debbie, „Atomic” oraz „Die Young Stay Pretty” – prawda, że genialny tytuł.

Jak się domyślacie to nie jest oryginalna okładka. Ta niestety gdzieś zaginęła. Widać za to, że płytę wydał polski Tonpress.

Oba single można bez większego problemu kupić w sieci.

To na koniec jeszcze boska wersja „Call Me” z „Muppetów”:

USA Disco

Nie wiem dlaczego taki napis umieścił wydawca na tej płycie. Chociaż właściwie wiem, „USA Disco” znaczy super, disco do zabawy 🙂 Fakt jest taki, że Karen Cheryl zrobiła karierę przede wszystkim we Francji. Przypadkowo trafiłem na jej singiel w jednym z warszawskich antykwariatów.

Tak naprawdę to nie Karen Cheryl, tylko Isabelle Morizet, znana później jako Carene Cheryl, a wreszcie Karen. Największą karierę zrobiła na przełomie lat 70. i 80., m.in. właśnie dzięki singlom na tej płycie. Potem udzielała się w tv, w radio.

Krążek został wydany we Francji w 1979 roku. Są tu dwa genialne przeboje Karen: „Stone Man” oraz „Show Me You’re Man Enough”. W disco-funkowo-soulowym stylu. Karen wygląda na zdjęciach niepozornie, ale potrafi śpiewać, no i się ruszać. Dowód na końcu wpisu.

Okładki pokazują jakby dwie osobowości wokalistki, która sprzedała ponad 10 milionów płyt. Niby ostra, dyskotekowa kontra delikatna lolita. Chyba taki był zamysł graficzny. Fakt jest taki, że jej klipy są wyjątkowe. No zobaczcie ten, nakręcony chyba w jakiejś jednostce wojskowej. I ta lufa na końcu…

Pali się u Tadka!

Pisałem już kilka razy o genialnych bajkach, czy raczej słuchowiskach na winylach, które mam w kolekcji. „O dwóch takich co ukradli księżyc” pisałem TUTAJ, a o „Zwierzętach i zbójcach” oraz „Latającym kufrze” TUTAJ.

Ostatnio zakupiłem dwa kolejne genialne przykłady bajek sprzed lat.

Kojarzycie tekst, w którym padają m.in. takie słowa?

„Rzadko bywają strażacy tacy, Tacy strażacy – to są strażacy” – to oczywiście „Pali się” Jana Brzechwy.

To, co robi tu Jan Kobuszewski to jest mistrzostwo świata. Choć niektóre dzieci mogą się pewnie przestraszyć jego przerażającej interpretacji. Mało jest dodatkowych dźwięków (pojawia się przelatująca mucha, jakiś wiatr), głównie mistrz Kobuszewski.

Za reżyserię tego mini słuchowiska odpowiada nagrodzona za twórczość artystyczną dla dzieci Stanisława Grotowska. Za opracowanie muzyczne Jerzy Kordowicz, znany popularyzator muzyki elektronicznej w Polskim Radiu, prowadził m.in. audycje „Studio el-muzyki” i „Top tlen”.

Płytę wydał Tonpress w 1978 roku, a projekt graficzny przygotowała Danuta Cesarska, autorka wielu okładek. Ta jest naprawdę niezła.

Chociaż jeszcze lepsza jest ta. Oto „O Tadku-Niejadku, babci i dziadku” Wandy Chotomskiej.

To wydanie z 1972 roku wypuszczone na rynek przez Muzę. Niestety nie ma tutaj nazwiska autora czy autorki okładki. A co na samej płycie? To już dużo większe bajkowe przedsięwzięcie niż wspomniany wyczyn Kobuszewskiego. Występuje tu cały zespół instrumentalny odpowiedzialnego za muzykę Mieczysława Janicza, autor m.in. muzyki do wielu filmów animowanych.

Za reżyserię odpowiada Wiesław Opałek, a wystąpili m.in. Zofia Raciborska (była panią Zosią w „Jacku i Agatce”), Tadeusz Bartosik (wystąpił w filmie „Zezowate szczęście” i serialu „Stawka większa niż życie”, aktor i piosenkarz Bogdan Niewinowski oraz sama Irena Kwiatkowska. Wyszła z tego świetna opowieść dźwiękowa.

Muza poleca też inne płyty dla dzieci (widać na zdjęciu) i na pewno się za nimi rozejrzę. A na deser Bogdan Niewinowski: