Na klawiszu za 200 funtów

Zainspirowany nocnym życiem Londynu, nagrany na syntezatorze kupionym za 200 funtów. Tak w skrócie o kulisach nagrania swojego debiutanckiego albumu „Journeys To Glory” napisali panowie z Spandau Ballet. Album ukazał się w 1981 roku. Aż się sobie dziwię, że dopiero teraz zwracam uwagę na ten krążek ze swojej kolekcji.

Można go dziś kupić w antykwariatach za jakieś śmieszne pieniądze. A to, przynajmniej dla mnie, najlepsza płyta Spandau Ballet, choć jeszcze bez hitów „True” i „Gold”.

Ale za to jakie tu są numery! „Reformation”, „”To Cut a Long Story Short” (które podobno zainspirowało Vince’a Clarke’a do napisania przeboju Depeche Mode „Just Can’t Get Enough”), „Musclebound”, „Confused” i finałowe „Toys”.

Za wszystkie numery odpowiada tu Gary Kemp. Co ciekawe, po tymjak zespół w 2018 roku zagrał kilka koncertów, Kemp opuścił band.

Niektóre kawałki przypominają tu wczesne The Cure, inne to czysta synthpopowa klasyka.

No i fantastyczna okładka, autorstwa Grahama Smitha. Jest na niej posągowa grawerka, może słabo widać na zdjęciu, ale jest.

No to może jeszcze live. Jest tu kilka numerów  z tej płyty:

 

By order of the Peaky Blinders

To trochę wygląda jak album „The Best of Greatest Hits”. Lista artystów, których utwory znalazły się na tym 3-płytowym zestawie jest, delikatnie mówiąc, imponująca.

Nick Cave, PJ Harvey,  Jehnny Beth z Savages, David Bowie, Arctic Monkeys, Radiohead, Black Sabbath, Royal Blood, Jack White, Queens Of The Stone Age, Foals, Joy Division, Frank Carter And The Rattlesnakes, Anna Calvi. Do tego teksty z serialu. A to jeszcze nie wszystko. Tak, soundtrack do „Peaky Blinders” to jest sztos, mistrzostwo, koniec.

W skrócie, serial „Peaky Blinders”, jeżeli jeszcze jakimś cudem ktoś nie widział, opowiada o gangsterach z Birmingham tuż po I wojnie światowej. Serial wymyślił Steven Knight, odpowiedzialny również za świetne „Taboo”. To zresztą opowieść z grubsza oparta na faktach, był taki gang, działał w Birmingham w tamtym czasie.

Jest o nich opowieść w tym płytowym zestawie. No i zdjęcia prawdziwych Peaky Blinders.

Wyróżniali się stylem bycia, ubierania, no i brutalnością. Nie tylko żyletki w czapkach były w użyciu. Dlatego tak pasuje do nich numer z czołówki, „Red Right Hand” Nicka Cave’a, pełen stylu, brutalności, seksu. Fantastycznie pasują też dźwięki z ostatniej, przejmującej, niepokojącej płyty Bowiego „Blackstar”, który był wielkim fanem serialu.

Łącznie znalazło się tu kilkadziesiąt kompozycji. A w druku opowieści ludzi, którzy pracowali przy serialu, masa zdjęć.

 

Jest wreszcie bardzo ciekawa rozmowa z odpowiedzialną za kostiumy Alison McCosh, która zdradza m.in., że spora część ubrań i dodatków noszonych przez aktorów to oryginalne rzeczy z tamtego okresu.

 

No i tu prywatna historia. Byłem dwa lata temu w Birmingham. Wspaniałe miasto, klimat, Guinness, no i wszędzie ślady Peaky Blinders.

 

Jest tu zabytkowa dzielnica, kiedyś słynąca z zakładów jubilerskich, no i wszędzie kanały. Łatwo było nimi szmuglować towary.

 

A do tego takie fantastyczne knajpy.

 

Na pewno tam jeszcze pojadę. Polecam i wam, tak jak ten fantastyczny soundtrack.

Od boksera do soulu

Życie Sanandy Maitreya (urodził się jako Terence Howard) zmieniło się w 1987 r. Wtedy jako Terenece Trent D’Arby wydał debiutancki album „Introducing The Hardline According to Terenece Trent D’Arby”. Jakiś czas temu kupiłem go za kilka złotych w jednym z antykwariatów.

Terence był w młodości cenionym bokserem. Może na nieszczęście tego sportu wybrał jednak mikrofon. Jego debiut ukazał się w 1987 r. Stał się jego największym komercyjnym sukcesem, głównie za sprawą przebojów „Wishing Well” i „Sign Your Name”.

W ciągu pierwszych trzech dni od wydania płyta sprzedała się w ponad milionowym nakładzie. Artysta otrzymał za nią kilka nagród, na Wyspach wylądowała na szczycie list przebojów.

Obok numerów D’Arby’ego znalazł się tu cover utworu „Who’s Loving You”, który wcześniej wykonywali m.in. The Supremes i The Jackson 5.

Ten album to wyjątkowy zbiór. Jest tu trochę soulu, popu, r’n’b, saksofon, klawisze, ale przede wszystkim niepodrabialny  głos D’Arby’ego.

We wkładce można znaleźć teksty piosenek, kontakt dla fanów i rozpiskę muzyków. Wśród nich m.in. basista Phil Spalding, który grał też z Eltonem Johnem i Mickiem Jaggerem, a także perkusista Bruce Smith (PIL). Doborowy zestaw.

I najważniejsze, D’Arby wciąż koncertuje. Szukajcie go jednak jako Sananda Maitreya.

Cios między zębami

To jeden z tych zespołów, do których od lat mam słabość. Do jego lidera też. Szczerbol Justin Sullivan i jego New Model Army byli już kilka razy bohaterem tego bloga TUTAJ i TUTAJ. A to z powodu moich wywiadów z nim, koncertów, płyt, a nawet komiksu.

 

Jest okazja na kolejny wpis. Chodzi o nową, genialną płytę oraz o koncert.

Płyta „From Here” ukazała się w sierpniu tego roku. Została nagrana na norweskiej wyspie Giske. No i to słychać. Jest zimno, mroczno, niewesoło. 12 fenomenalnych piosenek, w tym chyba ta najbardziej pozostająca w głowie, tytułowy finał.

Winylowe wydanie składa się z dwóch płyt, na grafice są teksty, do tego kod do plików cyfrowych. Przyznam,  że nie jestem fanem graficznych rozwiązań New Model Army i jakoś ta okładka płyty też mnie nie bierze.

To piętnasta płyta w karierze zespołu, którego początki sięgają czasów, w których Wielką Brytanią rządziła Żelazna Dama. New Model Army zaczynali od koncertów w przemysłowym ośrodku Bradford. Od początku w ich tekstach nie brakowało polityki.

„Niektórzy ich lubili, bo uważali za lewicowych, niektórzy – bo myśleli, że pasują bardziej do prawej strony, a inni – bo byli po prostu przerażający” – mówi jeden z bohaterów dokumentu o zespole „Between Dog and Wolf: The New Model Army Story”.

Ich debiutancki album „Vengeance” z 1984 roku znalazł się na brytyjskiej szczycie list przebojów, zrzucając z niej zespół Morrissey’a The Smiths. Potem nagrali kolejne znakomite albumy, m.in. „The Ghost of Cain” i „Thunder and Consolation”.

New Model Army wielokrotnie występowali w Polsce. Po raz pierwszy zagrali u nas jeszcze w latach 80. Występowali m.in. na Festiwalu w Jarocinie i Przystanku Woodstock.

Tym razem, w ramach promocji „From Here” zagrali w Polsce 5 koncertów. W Warszawie w Proximie, niestety. Niestety, bo nie lubię tego miejsca, mało przestrzeni, duchota, przeszkadzający bar i światła blisko widowni. Na szczęście jednak udało mi się kupić płytę na winylu, a były trzy ostatnie.

Ale koncertowo szczerbol oczywiście nie zawiódł. Zagrał przede wszystkim numery z „From Here”, ale również m.in. „Purity”, „Over the Wire” i „125 Mph”. Trochę dyskutował z publiką, w dobrej formie. Jak całe New Model Army.Oby do następnego!

Jak Bonnie i Clyde

Co za genialna płyta! Czego tam nie ma! Fenomenalny album! Trudno mi się od niego oderwać i sam się sobie dziwię, że dopiero niedawno dołączył do mojej kolekcji. Oto piąta płyta Kate Bush „Hounds Of Love” z 1985 r.

Mój krążek ukazał się w Niemczech. Najpierw sprawa okładki. Są na niej dwa psy Kate, Bonnie i Clyde. Podobno cały dzień próbowano je tak ułożyć do zdjęcia. Kiedy się udało, jeden z psów zasnął.

Można tu znaleźć teksty Kate i więcej zdjęć, które wykonał brat artystki.

Ale przede wszystkim piosenki. Najbardziej znane „Hounds Of Love” i „Running Up To That Hill”. To był największy hit Kate w USA, przyczynił się do tego świetny klip, w którym Bush występuje z tancerzem Michaelem Hervieu.

Ciekawy jest pomysł na ten krążek, stworzony jakby specjalnie na potrzeby płyty winylowej. Pierwsza strona jest piosenkowa, druga nazwana „The Ninth Wave”, to w zasadzie spektakl, słuchowisko, z różnymi dziwnymi dźwiękami. Bush i jej muzycy używali tu m.in. tradycyjnych irlandzkich instrumentów.

Wyszedł z tego fenomenalny album. TUTAJ przeczytacie jego bardzo ciekawą recenzję. A płytę kupiłem za 10 zł w jednym z antykwariatów…

Chce się przytulać

„Adult entertainer and Italo-Australiano musician Donny Benét” – taki opis ma dzisiejszy bohater. Chyba najlepszy z możliwych. Oto mistrz świata Donny Benet.

Uwielbiam go od czasu, kiedy poznałem Aleksa Camerona i Jacka Laddera, innych wyjątkowych artystów z Australii. Łączy ich niepowtarzalny styl, jest retro, jest śmiesznie, czasami smutno, jest genialnie.

Alex Cameron już był w Polsce, dał genialny koncert w zeszłym roku. Kilka tygodni temu wreszcie przyjechał też Donny Benet. Koncert był wyjątkowy, na otwartej przestrzeni przy PKiN w Warszawie. Donny zagrał przede wszystkim materiał z tej płyty „The Don”.

Pięknie wydana, no i genialnie zagrana. Coś pomiędzy disco lat 70, 80, soulem, Tomem Jonesem, Marvinem Gayem i Prince’em. Do tego dochodzą genialne teledyski (polecam!) i teksty.

Oto próbka z „Working Out”: „These days, wherever I go/ People keeping in shape and getting toned/ Forget fashion and wallstreet money/ Getting physical is a new currency.
Tight pants, leather new blue jeans/ Looking good is part of the scene/ Working out”.

Na żywo Donny jest uroczym gościem, uśmiechnięty, na luzie, chętnie pogada. Chce się go przytulić!

No powiedzcie sami…

Dźwięki z piwnicy

Wreszcie jest kolejna okazja, żeby napisać o Duran Duran. Wspominałem wcześniej o nich przy okazji kilku wcześniejszych płyt TUTAJ i przy okazji mojego wywiadu z perkusistą zespołu Rogerem Taylorem TUTAJ.

 

Ostatnio do mojej kolekcji wpadł singiel, który został nagrany w piwnicy wytwórni EMI w Londynie w 1982 roku. Potem znalazł się na albumie „Rio”.

Oto Duran Duran i ich „Hungry Like The Wolf”.

To był wielki sukces zespołu, także w Stanach, za co w części odpowiada teledysk wałkowany przez MTV. Duran Duran nagrali go podczas podróży na Sri Lankę (zrealizowali tam jeszcze przy okazji klipy do „Lonely in Your Nightmare” i „Save a Prayer”). DD dostali za wideo Grammy. Jego reżyserem jest Russell Mulcahy, twórca klipów m.in. Queen, ale też filmów, na przykład „Nieśmiertelnego”.

 

W nagraniu użyto m.in. kultowych instrumentów Roland 808 i Roland Jupiter 8.

W wywiadzie z 2012 roku John Taylor powiedział, że kawałek nagrali właściwie w jeden dzień: „It was a Saturday afternoon, we were in EMI’s demo studio, a studio they had up in Manchester Square HQ, and I think Nick [Rhodes] and Andy [Taylor] were kind of messing around. Andy had the riff, Nick developed this sequence, Simon had a thing, Roger [Taylor] came in and played ’cause he’d just bought some Simmons drums, so that was where he got those big fills from. I came in, and they’d been working for maybe two hours, and I just knew exactly what to play. The song was probably written by cocktail hour”.

Na stronie B singla znalazła się koncertowa wersja „Careless Memories” nagrana podczas koncertu DD w 1981 roku w Londynie.

To też genialny kawałek. Choć klip jednak, mówiąc delikatnie, gorszy.

 

Koncert na ponad 30 fajerwerków

„Po prostu mieliśmy siebie dość. Trasa koncertowa z 1998 r. zniszczyła moje i Geoffa małżeństwo. Musieliśmy od siebie odpocząć. Nie było możliwości, żebyśmy ciągnęli współpracę w tamtym czasie. Nie chodziło o to, że już nigdy nie chcieliśmy pracować, nie chcieliśmy pracować wtedy. I tak mijał rok za rokiem, a my byliśmy zajęci innymi projektami” – tłumaczył mi w wywiadzie przez wydaniem trzeciej płyty zespołu Portishead – „Third” – Adrian Utley.

Nie było okazji porozmawiać wtedy o albumie, który znalazł się w mojej kolekcji po wizycie w bardzo fajnym warszawskim miejscu z książkami i płytami Pardon To Tu. Ten album to „Roseland NYC Live”.

To zapis koncertu z nowojorskiego Roseland Ballroom, miejsca, w którym swoje występy rejestrowali m.in. Lady Gaga, Beyonce, AC/DC.

Jak widać Portishead zagrali koncert w towarzystwie orkiestry. Na samym krążku, wydanym w 1998 roku znalazło się 11 kawałków z ich poprzednich dwóch płyt, „Dummy” i „Portishead”.

Mnie szczególnie wzruszają niesamowite „Roads” i „Sour Times”. Ale każdy kawałek jest tu mocny.

Reżyserem tego koncertu jest pan o ciekawym imieniu Dick Carruthers, który zrealizował filmy dla m.in. Led Zeppelin i Black Sabbath.

To absolutnie genialny album!

To prezydent Gerald Ford

To jedna z lepszych scen w filmie „Gliniarz z Beverly Hills II”. Eddie Murphy jako Axel Foley, wraz ze swoimi kolegami policjantami – Billym Rosewoodem i Johnem Taggartem – wchodzą do knajpy ze striptizem. Murphy przedstawia Johna panu na bramce – „to prezydent Gerald Ford”. Dlaczego o tym piszę? Bo w tle leci ten kawałek.

Chodzi o pierwszy singiel „I Want Your Sex” z debiutanckiej solowej płyty Michaela „Faith”. Singiel ukazał się w 1987 roku. W samych Stanach sprzedał się w milionie egzemplarzy.

Na tym 7 calowym singlu znalazły się wersje „Lust” i „Brass In Love”.

Na singlu znalazła się ładna dedykacja: „This record is dedicated to my hopeless conquest”.

Piosenka wzbudziła spore kontrowersje. W Stanach nie chciało jej puszczać kilka stacji, a BBC emitowało ją po 21.

Autorem piosenki jest sam Michael. Do nagrania użyto m.in. kultowych klawiszy Roland Juno-106 i Yamaha DX7.

To jeszcze wspomniany na początku fragment „Gliniarza z Beverly Hills II”:

Produkcja dwujęzyczna

Kora, Jackowski, Rolke, Dwurnik – z tego mogło wyjść tylko dzieło genialne. I takie jest. Trzecia płyta Maanam „Nocny patrol” wreszcie w mojej kolekcji.

Nagrany w 1983 roku, wydany (na LP) rok później. Znalazły się na nim absolutnie genialne numery… i w zasadzie mógłbym tu wymienić każdy. Bardziej popowe, mroczne, psychodeliczne. Warto posłuchać tych mniej znanych, jak „Polskie ulice”.

Gościnnie na płycie zagrali m.in. Andrzej Olejniczak i Jose Torrez, a wyprodukował go Neil Black.

Marek Jackowski w magazynie „Tylko Rock” opowiadał o nim: „Była to nasza pierwsza produkcja dwujęzyczna. Firma Rogot, z którą mięliśmy umowę, chciała dość szeroko wejść na rynek. Produkcja dwujęzyczna, bo nie wolno zapominać o języku polskim, jak zdarza się to wielu naszym zespołom w tej chwili. Trzeba robić dwie wersje utworu. I traktować je równorzędnie… Do tej płyty wszyscy w zespole mięli najbardziej emocjonalny stosunek. Powstawała w okresie największego nagromadzenia przeżyć różnego typu…To był fragment naszego życia. Człowiek tak był nasycony atmosferą tamtych dni, że płyta musiała właśnie taka być. Udało mi się ściągnąć wspaniałych muzyków, którzy pomogli nam zagrać. I wydaje mi się, że z tej płyty byliśmy najbardziej zadowoleni. Neil Black był bardzo pomocny. Potrafił utrzymać taką brytyjską dynamikę, nagrywaliśmy perkusję ze zwykłym pogłosem sali. W piosence Nocny Patrol rozbijałem z nim dziesiątki butelek..”.

Myślę, że równie istotna jest strona graficzna tej płyty. Znakomite zdjęcia mistrza aparatu Tadeusza Rolke powstały w atelier malarskim Edwarda Dwurnika. Stylizacje przygotowała projektantka mody Monika Małkowska.

Efekt jest mistrzowski.